|
Przez uczniów jak również przez ludność tarnogórską zwano ten pomnik pomnikiem
Stalina,to oficjalnie, a nieoficjalnie, pomnikiem zbrodni.
Pewnego dnia została cała ludność miasta, okoliczne zakłady pracy, wojsko, no i
my z tarnogórskich szkół, spędzona do uroczystego odsłonięcia pomnika
wdzięcznosci Armii Radzieckiej. Był to obowiązek. Jak się potem dowiedziałem,
grożono nawet karami za nieuczestniczenie w tym spędzie.
Mnie wyznaczył kierownik szkoły jako sprawozdawcę tego wydarzenia i załatwił mi
nawet miejsce w mieszkaniu na I piętrze u pewnej Pani, której okna na ten pomnik
były skierowane.
Miałem pisać to co widziałem i słyszałem.
Moje sprawozdanie wywołało u Pana Juasty szeroki uśmiech na twarzy ale i zarazem
zmartwienie, bo pisałem nie tylko to co widziałem i słyszałem, ale też to, co
sobie w tej chwili myślałem.
Gdy skończyłem czytać moje sprawozdanie, to Pan Juasta wziął mój zeszyt i
powiedział, że to sprawozdanie musi też pozostałym nauczycielom przeczytać.
Pomnik powstał prawdopodobnie w 1945r. Taka informacja
widnieje w albumie organizacji zbowidowskiej, skąd pochodzi również
fotografia, będąca dzisiaj własnością Muzeum w Tarnowskich Górach. Nie
zachowały się również żadne plany związane z postawieniem monumentu
poświęconego Armii Radzieckiej.
Decyzją Rady Miejskiej, 28 lutego 1992 roku pomnik został zburzony.
Jeżeli ktoś z czytelników dysponuje wiedzą o losach pomnika- z opowieści
słyszeliśmy, że w latach 60. była próba jego wysadzenia - prosimy o kontakt.
Redakcja |
Na drugi dzień gdy mi mój zeszyt zwrócił to powiedział, że mam
sobie prowadzić pamiętnik i moje przeżycia i myśli na papier przenieść i dobrze
przechować, ale jednocześnie pisać tylko to, co ode mnie wymagają, a nie to co
widzę i słyszę.
Moje sprawozdanie brzmiało następująco:
Dzisiaj mają wszyscy uczniowie szkół święto, bo nie potrzebują się uczyć, zaś
robotnicy fabryk nie potrzebują pracować bo są tutaj zebrani na placu Wolnosci,
przez nas zwanym placem gimnazjalnym,w celu uroczystego odsłonięcia tegoż
ruskiego pomnika w miejscu, które kiedyś nazywało się Wilhelmplatz, potem też
Horst-Wesselplatz. W tym miejscu stały wcześniej inne pomniki ale zostały
zburzone czego nie rozumiem, przecież były to historyczne budowle. Pomnik
znajduje się na wprost szkoły oraz skrzyżowania ulic Krakowskiej, Dworcowej i
Bytomskiej. Między szkołą a Gazownią znajduje się cmentarz ewangelicki gdzie
pochowany jest mój dziadek, który zmarł w 1943 roku . Niemieckie napisy musiały
być usunięte z jego pomnika czego też nie rozumię. Przecież teraz ma być
odsłonięty ruski pomnik, to jestem ciekawy jakie on będzie miał napisy.
Jak daleko moje oko sięga wszędzie pełno ludzi i wojska.
Ale samego pomnika jeszcze nie widać bo jest przykryty dużą plandeką i nikt
jeszcze nie wie jak wygląda.
Ja z mojego okna na pierwszym piętrze mam wspaniały widok na to, co się tutaj
dzieje. Pod moim oknem też się tłoczą ludzie, a dwóch chłopów i jedna kobieta
mocno pociągają z flaszki z czerwonym napisem - Wódka czysta.
Ten większy mówi do tego mniejszego: „co mnie obchodzi ten zas...y pomnik” i
podaje tą butelkę dalej.
Po chwili mówi kobieta: „ Ten mały gówniarz tam w przodzie sam w to nie wierzy
co czyta, zwycięska Armia Czerwona, bo gdyby im Amerykon nie pomógł to by im
Adolf tak d... podsolił, że aż hej. A po drugie, naszej Armii Krajowej to ten
idiota wcale nie wspomina, bo my walczyli o wolną Polskę a nie o komunistyczną”,
a jeszcze inny dorzuca: „daj temu parobkowi spokój bo on jest zadowolony że ma
ciepłe stanowisko, ale już niedługo”.
Teraz mówca tej uroczystości podaje do wiadomości, że pomnik zostaje odsłonięty.
Orkiestra wojskowa gra hymny narodowe.
Delegowani do odsłonięcia, jeden uczeń, jeden robotnik jeden żołnierz i mała
grupka przedszkolaków ciągną za ten powróz, ale on się rwie i ta cała grupka
ludzi pada na ziemię.Wybuchają głośne smiechy wśród zebranych, ale nie śmieją
się z tych co upadli , tylko z tego mówcy tej uroczystości, który sięga swoimi
krótkimi rękami ku niebu, a że jest bardzo małej budowy, podobny do beczki,
biega tam i z powrotem i wyzywa na te dzieci, że niby za mocno ciągnęły za ten
powróz.
Także ci chłopi pod moim oknem głośno się śmieją, i jeden z nich mówi:
„Te dzieci nie są winne ty cepie, że ten pomnik zbrodni nie chce być chwalony,
bo dobrze wie że Katyń na przeszkodzie jest i trzyma tą plandekę.”
Ja nie mam pojęcia co to jest Katyń, co ci pod oknem mówią, ale myślę, że tutaj
chodzi o jakąś skrzynię, co im Rosjanie porwali. W końcu żołnierze zrywają
plandekę z tego pomnika a mówca prosi o oklaski, ale tylko ci klaskają co stoją
w pobliżu, poza tym nikt.
Żołnierze stoją na baczność. Delegowani składają wieńce i kwiaty a potem
kompania honorowa oddaje trzy salwy ze swoich karabinów.
Te wesołe śmiechy pod moim oknem nagle ucichły i jeden z nich mówi z drżącym
głosem: „Wy s...syny, ale żeście mnie wystraszyli”. Co za świntuch pomyślałem
sobie.
A teraz przechodzę do opisu tego pomnika. A więc, tutaj z góry go dobrze widzę.
To jest taka pięcioramienna gwiazda z czerwonego kamienia, albo marmuru, a ze
środka tej gwiazdy wychodzi taki duży obelisk i jest bardzo długi. Te strony są
opisane ale w jakim języku tego nie widać i mam nadzieję, że nie trza będzie
majzlować jak u Opy na cmentarzu. Ta cała gwiazda leży na takiej dużej białej
płycie i myślę, że to też jest marmur.
Teraz słonko się chowa za dużymi czarnymi chmurami i nagle pojawia się straszna
ulewa na tych zebranych, którzy w popłochu szukają suchego miejsca.
Ale grupka ludzi pod moim oknem wcale nie szuka schronienia bo i tak już są „mokrzi”
i jeden pijacki głos mówi:
„Nawet Pan Bóg się wstydzi za taką fałszywą propagandę i zsyła gwałtowną ulewę,
by ta hańba zmyć z tych wariackich głów”. I zamilkł.
Ja się tylko dziwiłem gdzie się tak szybko ta masa ludzi pochowała. Bo poza
żołnierzami nikt już nie był na placu i tylko jeszcze widziałem jak jeden
żołnierz ze swojej tuby wodę wylewał.
Tak to jest wszystko co widziałem i słyszałem.
Na drugi dzień nauczyciele tak dziwnie się do mnie uśmiechali a wychowawca klasy
powiedział: „Twój styl pisowni jest za otwarty i w przyszłości pisz tylko to, co
od ciebie wymagają, bo to co widzisz i słyszysz nie jest ważne.” Patrzyłem na
niego jak wół na malowane wrota, bo to mi już też Pan Juasta powiedział.
Zaś Pan Kurek, co nas uczył gimnastyki i prac ręcznych, w klasie tak dziwnie nas
wypytywał, co tak w domu rodzice i sąsiedzi mówią i myślą o tym pomniku. Ale nie
otrzymał od nikogo odpowiedzi.
Ale najwięcej lamentowała Pani Wróbel co nas uczyła śpiewu i bardzo często
zastępowała kapelonka w nauce religii.
Jak tylko do klasy weszła, przyszła prosto do mnie do środkowego rzędu, gdzie
siedziałem w pierwszej ławce i rzekła do mnie:
„Synu, jak możesz pisać, że te cepy i s...syny, przecież to jest grzech, i się z
tego spowiadać będziesz musiał”. (...)
Konrad Olesch
Bottroperstr. 50, 45899 Gelsenkirchen
Ruf: 0209 / 51 64 70 k_olesch@web.de
|