|
Rozmyślania o Górnym Śląsku
Ponieważ złota rybka zwana Chiny sprawiła, że stal huty sprzedają na pniu (a
raczej z pieca), a kopalnie znów nie nadążają z wydobyciem, sprawy gospodarcze
na Górnym Śląsku wyszły ze stanu zapalnego i pozwoliły odetchnąć warszawskim
reformatorom.
|
|
Nadarzyła się okazja, by rozprawić się z górnośląskimi problemami społecznymi,
które jak zadra tkwiły od wielu lat w narodowo-ojczyźnianym ciele
Rzeczpospolitej. Ustawa o mniejszościach narodowych, etnicznych i językach
regionalnych, trzymana 11 lat w szufladzie, nagle została wzięta w obróbkę i na
chybcika skierowana pod głosowanie do Sejmu i Senatu. Pomimo jej fundamentalnego
znaczenia dla naszego regionu, media o niej ledwo wspomniały, nagłaśniając do
znudzenia kwestię ustawy o mniejszościach – seksualnych. Chyba nie tylko
podobieństwo w nazwie kazało Michałowi Smolorzowi jakość tej pierwszej ustawy
ocenić krótko i po śląsku: „ło rzić rozczaś”.
Nie będę wnikał w zawartość ustawy ani przewidywał konsekwencji, jakie ona
wywoła. Uczynili to wicemarszałek Senatu Kazimierz Kutz oraz wspomniany Michał
Smolorz w swych felietonach w „Gazecie Wyborczej”. Zainteresowanym, a nie
mającym okazji do zapoznania się z nimi, zacytuję fragmencik tekstu Pana
Senatora: „ Istotą tej ustawy jest postawienie szlabanu wszelkim aspiracjom
etnicznym i regionalnym. Inaczej mówiąc, mamy do czynienia z zakamuflowaną
ustawą antyśląską, która wyklucza regionalną etniczność i kulturową odrębność
Śląska”.
I tak: ograniczono do zera prawa ustawowej mniejszości (niemieckiej).
Wprowadzono tak drastyczne kryteria, że z postulowanymi i stosowanymi już na „opolszczyźnie”
przywilejami można się pożegnać. O odrębności Ślązaków nie wspomina się w ogóle.
Tych 170 tysięcy osób deklarujących narodowość śląską dla posłów nie istnieje.
Albo inaczej: za „zdradę polskiego interesu narodowego” skazani zostali na
niebyt. Co interesujące i o czym nikt, kto czuje się Ślązakiem nie powinien
zapominać,( szczególnie podczas wyborów) - te restrykcyjne przepisy wprowadzili
posłowie Platformy Obywatelskiej – partii z deklaracji liberalnej i
proregionalnej. Liczył się dla nich bardziej poklask środowisk bogoojczyźnianych
niż nieliczne i nieskuteczne głosy protestu płynące ze Śląska. Posłowie zresztą
z tego regionu głosowali jak zwykle: tak jak im kazano.
Syndrom „odwróconych pleców” o którym tak wielu już pisało w odniesieniu do
stosunków rząd – Śląsk, wszedł w fazę chroniczną i chyba nieodwracalną. Trudno
nam będzie spojrzeć temu wyimaginowanemu politycznemu „ciału” w twarz. Niech
jednak odwrócone ze wzgardą plecy pamiętają, że zawsze można odwdzięczyć się za
ten gest na niższej ich części.
Jan Hahn
|