|
Miejsce magiczne
Tempo przemian, jakie obejmuje współczesną Europę i jej mieszkańców, powoduje
przewartościowanie wielu pojęć, które tracą lub zmieniają swoje znaczenie.
Pośród ogromnego poruszenia we wszystkich w zasadzie dziedzinach życia jedną z
najbardziej dominujących jest tak gorąco dyskutowana kwestia jednoczącej się
Europy.
W toku ożywionych polemik na wiele sposobów odmieniane są słowa: ojczyzna,
naród, patriotyzm, wspólnota itd. Ich treść, krystalizująca się w XIX wieku,
dzisiaj niejednokrotnie stanowi już kategorię historyczną. Jednocześnie nie
pojawiło się jeszcze owo „nowe” rozumienie wymienionych przykładowo pojęć, które
mogłoby być powszechnie przyjętym, zaakceptowanym i zrozumiałym drogowskazem na
przyszłość.
Jednak bez względu na toczące się dyskusje i ich przyszłe owoce nie ulega
wątpliwości, że szczególnie popularny od niedawna termin „mała ojczyzna” nabiera
dziś znaczenia coraz większego i jest - jak się zdaje - łatwiej przyswajalny niż
pojęcia niosące z sobą treść o charakterze bardziej uniwersalnym czy globalnym.
|

El Greco

„Ekstaza św. Franciszka” - jedyny obraz malarza w polskich zbiorach |
|
Doszło wręcz do powstania pewnego paradoksu: o dużych ojczyznach mówi się coraz
bardziej wstrzemięźliwie, nie bez uprzedzeń czy lęków (chyba, że chodzi o
wieloznaczny i także popularny termin „wielka ojczyzna ludzi”), natomiast dla
„małych ojczyzn” współczesność europejska znajduje więcej sympatii. To tak,
jakby mówiąc o dużej ojczyźnie, obawiano się duchów przeszłości. Wszak
najróżniej pojmowana „miłość” do ojczyzn-państw powodowała niejednokrotnie
dramatyczne skutki polityczne, a pamięć o niektórych do dziś budzi lęk.
Tak czy inaczej prawdą jest, że myślenie o „małych ojczyznach” stało się
popularne i na różne sposoby obecne w rzeczywistości europejskiej. Jednym z jego
przejawów jest refleksja historyczna o „lokalnym świecie”, o okolicy
najbliższej, o parafii, dzielnicy, mieście. Domu, miejscu, w którym toczy się
życie rodziny. I choć obfite plony tej refleksji są nierównej jakości, bez
wątpienia jej konieczność stała się wartością niekwestionowaną. Mamy obecnie do
czynienia z prawdziwą eksplozją publikacji, sesji naukowych i popularnych,
spotkań, wydarzeń różnego rodzaju, których celem jest rozpoznanie i
doświadczenie „lokalnego świata”. Bez wątpienia tendencja to pożyteczna i
krzepiąca. Ważne jest jednak, by oprócz bezcennego zaangażowania serca
towarzyszyło tym działaniom także przygotowanie merytoryczne i metodologiczne.
Te ostatnie bowiem pozwalają skutecznie omijać mielizny, na jakie w myśleniu o
„lokalnym świecie” narażeni są ci jego bohaterowie, którzy powodowani są głównie
fascynacją czy wręcz, piękną skądinąd, miłością (ta - jak wiemy - bywa przecież
czasami ślepa). Zdarza się - co znamienne - że zanadto spontaniczna refleksja o
„małej ojczyźnie” zasklepia się w grubych i twardych skorupach, a w następstwie
tego zmienia się w zaściankowość czy coś, co czasami nazywamy niezbyt elegancko
„parafiańszczyzną”.
Głęboki sens refleksji o Domu, o świecie najbliższym, o tych paru ulicach, na
których toczy się życie „lokalnego świata”, musi być skierowany ku otwieraniu
drogi do świata wielkiego. Nie sposób uwierzyć w jakikolwiek patriotyzm i w
jakąkolwiek miłość do ojczyzny, które nie mają w sobie szacunku dla innych
ojczyzn, dla innych miłości. Bo przecież truizmem jest, że prawo do miłości
swojej ojczyzny ma każdy - bez względu na to, po której „stronie rzeki” mieszka.
Zgłębianie wiedzy o własnym Domu i przylegających doń okolicach, w których
spędza się większą część życia, jest podstawową drogą do tego, by poznając ów
Dom, umieć obdarzyć go miłością. Bez tej ostatniej życie w nim bywa trudne i
uciążliwe. Miłość jest wartością podstawową. To z niej właśnie pochodzą siły do
zmieniania siebie i swojego świata w obraz jeszcze piękniejszy, ale także z niej
może zrodzić się szacunek dla innych ojczyzn, innych Domów i innych ludzi. To z
miłości, która najpierw rozkwita w rodzinie, rodzi się miłość, która później
wiąże narody. Tylko w takich warunkach może dokonywać się istotne dla życia w
„lokalnym świecie” zakorzenienie. Wartość podstawowa. Bezcenna. I nie wymaga ono
całego szeregu pokoleń. Zakorzenienie może dokonać się także na przestrzeni
jednego pokolenia, jednego życia, a dokona się tym mocniej i tym bardziej
trwale, im bardziej ów „lokalny świat” okaże się przyjazny, im lepiej pozwoli
się poznać i im roztropniejsi będą jego przewodnicy, a więc ci właśnie, którzy
obecni są tam od lat.
W tym maleńkim, lokalnym świecie dzieją się rzeczy tak samo ważne dla jego
bohaterów, jak te ze świata wielkiego, bo przecież radość płynąca z narodzin
dziecka czy smutek z powodu śmierci bliskich swą siłą obejmują wszystkie znane
nam światy i wszystkich zamieszkujących je ludzi. Gdziekolwiek człowiek w
wędrówkach swojego życia się znajdzie, tam będzie gotowy pozostać, jeżeli spotka
miłość i jeżeli przyjęty zostanie jako swój. A potem zaczyna się proces
zakorzenienia oraz pielęgnacji miłości, którym pomaga i służy m.in. refleksja
wyrażająca się w mądrym pisaniu o historii „lokalnego świata”.
Przybyły z Grecji do Hiszpanii malarz Domenikos Theotokopoulos, zwany do dziś El
Greco, osiadł w Toledo, mieście bajecznym, które pokochał, w którym pozostał i
które malował wielokrotnie. W wielu jego wizjonerskich obrazach Toledo
umiejscowione jest w tle ważnych scen, np. w przejmującym obrazie Laokoon z
waszyngtońskiej National Gallery of Art. Zdarzało mu się malować swoje miasto,
dodając zgodnie z podszeptami własnej wyobraźni najróżniejsze nieistniejące w
nim naprawdę elementy. Budował je w sobie, kształtował swoim temperamentem i
swoją miłością, dzięki której stawało się ono w jego obrazach magiczne i coraz
piękniejsze, a także jedyne i wyjątkowe. Jednak zawsze „duch” Toledo był
niezmienny i natychmiast rozpoznawalny. A przecież El Greco nie wzrastał tu od
dzieciństwa, nie był kolejnym ogniwem wielopokoleniowej rodziny z Toledo. Był
przybyszem, który zdołał dzięki właściwemu patrzeniu na swoją nową ojczyznę
zakorzenić się w niej głęboko i prawdziwie (niektórzy badacze nie wykluczają, że
płynęła w jego żyłach hiszpańska krew, jako że Kretę, z której przez Wenecję
przybył, zamieszkiwali wówczas m.in. Hiszpanie). El Greco mając 35 lat, osiadł w
Toledo. Był rok 1576. Artysta zmarł w tymże mieście niespełna 40 lat później w
roku 1614. Magiczne, pełne miłości spojrzenie El Greca na miejsce, w którym żył,
jest dziś szczególnie godne przypomnienia i naśladowania. To ten rodzaj
spojrzenia, które pozbawione ksenofobii czyni z „lokalnego świata” miejsce
najpiękniejsze i zaczarowane. Bo tak naprawdę miasto pięknieje nie pod wpływem
czynionych w nim zabiegów architektonicznych, ale przede wszystkim pod wpływem
miłości, jaką jest obdarzane, pod wpływem spojrzenia, które ma siłę wręcz
„cudotwórczą”.
Oswoić, to - w języku Antoine’a de Saint-Exupery’ego - „stworzyć więzy” i
przyjąć odpowiedzialność, a odpowiedzialność kojarzyć się może Polakom
szczególnie z Norwidowskim rozumieniem Ojczyzny jako „zbiorowego obowiązku”. Tak
więc „lokalny świat” jest miejscem oswajania, stwarzania więzów, miejscem, w
którym odpowiedzialność i obowiązek są źródłem wzrastania miłości do Domu,
miejsca najważniejszego, na które patrzymy także oczami zapisanej w księgach
historii.
Jacek Kurek
W najpiękniejszej chwili naszego życia
- myśli o Śląsku, Chorzów 2003
|