|
Rozmyślania o Górnym Śląsku
Sprawą, która w pierwszym kwartale tego roku wywołała najwięcej kontrowersji i dyskusji, było rozstrzygnięcie strasburskiego trybunału odrzucające ostatecznie skargę wniesioną przez inicjatorów Związku Narodowości Śląskiej.
Jedni zacierają ręce z satysfakcją, mając nadzieję, że pozbyli się tego problemu, inni traktują tę decyzję jako kolejny próg, przez który trzeba przejść, by znaleźć się w Europie jako przedstawiciele silnego i zwartego regionu. Osiągnęli już i tak wiele: o narodowości śląskiej mówi się w Europie, kwestia ta nabrzmiewa i nabiera coraz większej wagi. Jej orędownikami nie jest już tylko grupka młodych zapaleńców, podejrzewanych o Bóg wie co, lecz trudna do oszacowania (zważywszy
na liczne manipulacje) kilkusettysięczna rzesza osób, która taką narodowość w spisie powszechnym zadeklarowała. Tym, którzy dalej wątpią w intencje - głównie Ruchu Autonomii Śląska, którym na dźwięk tej nazwy ukazują się demony tłumaczę, że organizacja ta dąży do utworzenia w granicach Rzeczpospolitej Polskiej regionu, który charakteryzował by się daleko posuniętą samorządnością (w tym ekonomiczną), istniejącą już, lub postulowaną w innych krajach Europy. Autonomia to nie separatyzm, co w końcu
trzeba sobie uzmysłowić, próbując dyskutować o założeniach Ruchu. O takim celu jego działań świadczą wyraźnie nie tylko dokumenty programowe. Poświadczają to także działania. Ruch Autonomii Śląska (obok Przymierza Śląskiego) był jedną z pierwszych organizacji, która zdecydowanie poparła obywatelską inicjatywę ustawodawczą na rzecz ustawy „O likwidacji bezrobocia i naprawie finansów publicznych”, opracowaną przez Centrum im. Adama Smitha z Warszawy. Profesor Sadowski – główny „mózg” tej koncepcji
był gościem na Górnym Śląsku (także w Tarnowskich Górach). Teraz trwa akcja zbierania podpisów pod projektem. Jeśli mowa już o separacji, to jest to votum separatum wobec takiego państwa i takich praw, z jakimi mamy obecnie do czynienia. A jest to państwo, które mimo wielorakich swoich słabości, rządzi autokratycznie, za nic mając opinie i zdanie środowisk najżywotniej poszczególnymi problemami zainteresowanych. Nie będę już wspominał o sposobie rozwiązywania spraw górnictwa, czy służby zdrowia.
Ostatnio bowiem wysmażono w Warszawie dokument, który sposób rozwiązywania spraw regionalnych postawił na granicy absurdu. Opiszę go szerzej, gdyż jest on bardzo mało znany, a dla przyszłości naszego województwa niezwykle doniosły, rzutujący na nasze życie na wiele dziesiątków lat.
Unia Europejska, posiadając najwidoczniej określoną opinię na temat naszego podziału administracyjnego, skierowała do Polski rozporządzenie w sprawie utworzenia Jednostek Terytorialnych do Celów Statystycznych (NUTS). Dmuchając na zimne wyraźnie podano w rozporządzeniu, jakie mają być górne granice stanu ludności w tych jednostkach, ponadto zaznaczono, że „przy łączeniu mniejszych, przylegających do siebie jednostek administracyjnych, uwzględnia się kryteria geograficzne, społeczno-ekonomiczne,
historyczne, kulturowe lub uwarunkowania środowiska naturalnego”. Dla każdego obywatela, kierującego się tzw. „zdrowym rozumem” i jako tako uważającego na lekcjach, sprawa wydaje się oczywista – takim regionem jest Górny Śląsk, który choć w rezultacie podzielony przez nieszczęsną reformę na województwo śląskie i opolskie, teraz przynajmniej statystycznie może zaistnieć. Możemy domyślać się jedynie czym kierowali się eksperci rządowi, łącząc województwo śląskie z ... małopolskim. Muszą to być
motywy poparte szczególnymi względami i naciskami, skoro w żadnym punkcie nie zastosowano się do zaleceń Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej, łącznie z zalecaną przez Unię liczbą ludności, którą proponowany „region” przekracza o 2 miliony! Można by odpowiednio to skomentować i doliczyć tę „ekspertyzę” do wielu podobnych bubli, gdyby nie przewidywalne konsekwencje. Stworzone Jednostki Terytorialne będą otrzymywać kolosalne pieniądze z Unii Europejskiej na swój rozwój terytorialny.
Gdzie strumień dotacji najżywiej będzie spływał? Do Katowic, czy do Krakowa? W jakie lotnisko będziemy inwestować? W Balice, czy Pyrzowice? Znając pozycję posła Rokity i opisywaną nieraz przez prasę postawę śląskich posłów, odpowiedź wydaje się prosta, choć dla nas niewesoła.
Nie mogę w okresie najradośniejszych świąt, niosących największe nadzieje, zakończyć ten felieton narzekaniem i czarnowidztwem. Sprawy, o których pisałem, lecz nie tylko te, wywołały żywy oddźwięk. W prasie i w internecie (telewizja „regionalna” oczywiście milczy) trwają dyskusje, powstają nowe witryny internetowe, ukazuje się mnóstwo wydawnictw o Śląsku. Organizacje regionalne, widząc zagrożenie ze strony autorytarnych rządów, dostrzegając wielką szansę, jaką niesie wejście Polski do Unii
Europejskiej (która, chociażby przez takie działania, jak wyżej opisane, może być zmarnowana) zaczynają współpracować. Idea autonomicznego regionu nie straszy już tak bardzo. Coraz więcej ludzi, których rodzice przybyli na Górny Śląsk, a nawet sami nie urodzili się na nim, identyfikuje się z nią. Najbardziej pocieszające jest to, że są to ludzie z elit kulturalnych i intelektualnych (Kilar, Urbanowicz, Waniek). Już nie tylko przyznają się do śląskości, lecz aktywnie uczestniczą w tworzeniu jej
nowej jakości. Dostępność do źródeł ukazujących prawdziwe oblicze Śląska, przekonanie, że nikt oprócz nas samych nie pomoże nam w budowie naszej przyszłości sprawia, że można w internecie odnaleźć takie wyznania: „Nie urodziłem się na Śląsku i nie miałem o nim żadnej wiedzy, oprócz prymitywnych stereotypów. Zacząłem jednak czytać i uważnie się rozglądać. Teraz czuję się Ślązakiem i jestem szczęśliwy, że moi koledzy – rodowici Ślązacy, za takiego mnie uważają.”
Jan Hahn |