|
A było ich sporo. W przeciwieństwie do ziem polskich, jak pisałem wyżej, ogólne wykształcenie w miastach było prawie powszechne. Poza tym zdolny, acz ubogi młodzieniec mógł liczyć na licznych donatorów. Oprócz bowiem licznych dworów książęcych i biskupich, na Śląsku duże wpływy miało kilka starych, możnych i zasłużonych rodów rycerskich, takich jak: Łabędziów, Odrowążów, Schaffgotschów (od XII w.), Gryfitów i Zarębów. Ogółem doliczono się w księgach, w wiekach XIII-XV ponad 11 tysięcy studentów
śląskiego pochodzenia. Jest to ilość oszałamiająca, zważywszy, że nie do wszystkich rejestrów można było dotrzeć i nie we wszystkich zaznaczono pochodzenie studenta. „Nadwyżka” (gdyż oczywiście nie każdy znalazł zajęcie w swych rodzinnych stronach), tych wykształconych i uzdolnionych ludzi trafiła do wielu zakątków Europy, najwięcej, ze zrozumiałych względów, do sąsiedniej Polski. Na określenie faktu, że wszystko co najlepsze, najwartościowsze i najmądrzejsze pochodzi ze Śląska, ukuto w
średniowiecznej Polsce powiedzenie: „Lux ex Silesia” – światło ze Śląska.
Wojna trzydziestoletnia i pochodne jej epidemie, klęski głodu, doszczętnie wyniszczyła Śląsk. Niektóre wsie i osady znikły wręcz z powierzchni ziemi. Austriacko – pruskie wojny o Śląsk, choć nie tak rujnujące, nie stwarzały warunków dla rozwoju kultury i nauki. W sumie jednak rezultat tych wojen – znaczna część ziem śląskich znalazła się pod panowaniem pruskim – okazała się dla Śląska zbawienna. Fryderycjańska praca od podstaw zapewniła prowincji spokój i porządek, powszechny dostęp do nauki,
wzrost kultury materialnej, rewolucję przemysłową. Być może rządy austriackie zapewniłyby więcej swobód, Ślązacy jednak nigdy nie mieli ciągot do „złotej wolności” i zdecydowanie woleli fachowość i porządek. Doceniali również fakt, że król Fryderyk II dwa razy każdego roku – wiosną i jesienią – przybywał na Śląsk, celem inspekcji wojsk, ale także kontroli urzędów i organów cywilnych. Zapoznawał się na miejscu z sytuacją gospodarczą Śląska. Przyjmował wtedy nie tylko ministra śląskiego i
przedstawicieli władz, lecz był dostępny dla każdego, kto chciał przed królewskim majestatem złożyć skargę i prosić o stawiennictwo. Poniekąd podróż na Śląsk stała się przyczyną jego śmierci. Po kilkugodzinnej lustracji śląskiego wojska pod Strzelinem w strugach ulewnego deszczu, nabawił się ostrego przeziębienia, po którym zmarł.
Rozwój przemysłu i całej gospodarki tworzył fortuny, nie tylko wśród arystokracji. Wznoszono piękne rezydencje i pałace. Wielkie arystokratyczne rody, takie jak Hohenlohe, Hochberg von Pless, Oppersdorffów, Schaffgotschów, Lobkowiczów, czy Donnersmarcków, ale także pomniejsze, takie jak Fürstenbergów, Strachwitzów, Warkoczów, Renardów, Colonnów, Wrochemów, Ballestremów, Tiele-Wincklerów zamawiały u artystów dzieła, które dziś są dowodem zamiłowania do wielkiej sztuki i wykwintnego smaku.
Świadczą też o wielkim kunszcie tworzących je artystów, w większości pochodzących ze Śląska. Przykładem ilustrującym taką działalność, lecz także ukazującym przenikanie się na Śląsku wpływów kilku kultur i rolę wybitnych jednostek w kształtowaniu tradycji i uczuć religijnych, jest historia rodu Gaszynów. Pierwsi przedstawiciele tego rodu przybyli na Górny Śląsk w XVI stuleciu z Polski, z okolic Wielunia. Z czasem wtopili się w śląską ziemię (polski historyk ze starej szkoły napisałby: „
zniemczyli”) poprzez koligacje małżeńskie m.in. ze Strachwitzami, Renardami i Donnersmarckami. Ród ten sięgał od Toszka do Ostrawy i Opawy. Główne po nich pamiątki zachowały się w Żyrowej, Kietrzu, Krowiarkach. Przede wszystkim jednak na Górze Świętej Anny. Na tej śląskiej „ świętej górze”, „ górze chełmskiej” założyli klasztor, murowany kościół, kalwarię. Czyny ich i dotacje wzmocniły pozycję Kościoła na Górnym Śląsku, ugruntowały wiarę, podtrzymały rosnący kult św. Anny i jej córki Marii na
Śląsku. Czym stała się Góra Świętej Anny po wygaśnięciu już w XIX wieku tego rodu – wspominać nie trzeba.
Powstawały nowe miasta. Pod Sudetami i w Kotlinie Kłodzkiej rozwijały się sanatoria i uzdrowiska. Do dyspozycji kuracjuszy stanęły najnowocześniejsze urządzenia i wynalazki związane z tym typem leczenia. Nazwa „prysznic” pochodzi od nazwiska lekarza w jednym z sanatoriów – Priessnitza.
Tworzyła się i umacniała klasa mieszczan, na skalę niespotykaną we wschodnich krajach. Rozszerzał się mecenat i zapotrzebowanie na kulturę. Na początku XVIII wieku rozpoczął swą działalność Uniwersytet Wrocławski, niedługo potem akademie muzyczne i teatry. Na Śląsku tworzyli i koncertowali najwybitniejsi muzycy. Doskonałą atmosferę i opiekę znalazł w Pszczynie Thaelemann. Na górnośląskim dworze von Würtemberg-Oels w Pokoju tworzył jako kapelmistrz Carl Maria von Weber. Gośćmi śląskich rezydencji
byli: Hektor Berlioz, Franciszek Liszt, Ryszard Wagner. W Głogówku przebywał Beethoven (opuścił on kiedyś zdenerwowany pałac, gdyż goście ośmielili się podczas jego koncertu rozmawiać), w Dusznikach koncertował Chopin i wybitny skrzypek Lipiński. W willi wrocławskiego lekarza i kolekcjonera sztuki – Alberta Neissera, spotykali się Richard Strauss i Gustav Mahler.
„Nadwyżki” wychowanków akademii muzycznych znów, jak przed wiekami wspomagały sąsiednie ziemie. Pieśń Gaude Mater Polonia („Raduj się Matko Polsko”) skomponował pochodzący z Rozbarku (obecnie część Bytomia) ksiądz Grzegorz Gerwazy Gorczyca. Urodził się w roku 1665. W roku 1692 ukończył w czeskiej Pradze studia teologiczne i uzyskał święcenia kapłańskie. W tymże roku został kapelmistrzem katedry wawelskiej. Tutaj w 1694 roku zaprezentował swą pieśń. Pod koniec życia zaczął używać nazwiska
Gorczycki. Nie wiadomo, czy wskutek przyznania szlachectwa. Do czasów dzisiejszych zachowało się około 40 dzieł mistrza. Nie trzeba przypominać jak ważną rolę odgrywała i odgrywa ta pieśń. Ślązacy muzykują nie tylko w Europie. Urodzony w 1852 roku w Nowej Rudzie Franz Eckert w latach 1879 – 1889 był nauczycielem muzyki w szkole wojskowej w Tokio. Skomponował japoński hymn narodowy. W 1897 powrócił na Daleki Wschód. Od 1901 r. przebywał w Korei, gdzie również skomponował hymn narodowy. Większość
pedagogów warszawskiej akademii muzycznej pochodziła z Niemiec i ze Śląska. Józef Elsner z Grodkowa był przecież nauczycielem Fryderyka Chopina. Mówi się zresztą o „śląskiej muzyce kościelnej” i to zarówno w kościele katolickim, jak ewangelickim. We Wrocławiu powstał Instytut Muzyki Kościelnej, regularnie organizujący koncerty muzyki oratoryjnej i kantatowej. Jego uczeń – Adolf Hesse muzyk i kompozytor, zdobył dużą sławę w Europie. Zapraszano go do wykonywania utworów organowych do Paryża.
Obecne – wspaniałe - festiwale „Vratislavia Cantans” to najlepsze z możliwych, nawiązanie do tych tradycji. Wrodzona muzykalność Ślązaków, tradycja wysyłania dzieci do szkół muzycznych, umiejętność gry na instrumentach, wielość chórów i orkiestr, wreszcie wybitne osiągnięcia na arenie światowej śląskich kompozytorów: Szabelskiego, Szalonka, Kilara i Góreckiego, wirtuozeria Zimermanna, poziom NOSPR w Katowicach, Kwartetu Śląskiego i renoma katowickiej Akademii Muzycznej, to efekt umuzykalnienia i
rozmuzykowania w XIX i na początku XX wieku, kiedy to na kulturę muzyczną nie brakowało pieniędzy ani w państwowej, ani w arystokratycznej, ani w mieszczańskiej kiesie. To samo odnosi się do malarstwa i rzeźby. Rezydencje i parki trzeba było ozdobić. Zdolni malarze i rzeźbiarze nie przymierali głodem. Niestety, z przyczyn opisanych wcześniej niewiele obrazów, rzeźb i pałaców zachowało się do dni dzisiejszych, nie istniała też praktycznie do niedawna uczelnia kształcąca historyków sztuki
badających śląskie jej dzieła, przeto wiele nazwisk śląskich twórców pozostało anonimowych. Do znanych należą: Bartłomiej Buhl z Wrocławia twórca tryptyku z Ogrodzonej z 1572 roku.. Najwybitniejszy malarz śląski epoki baroku – Michał Willmann (1630-1706), tworzący głównie dla cystersów w klasztorze w Lubiążu, ceniony był zarówno na protestanckim dworze elektora brandenburskiego w Berlinie, jak i na katolickich dworach Habsburgów. Kontaktował się z Rembrandtem, Rubensem i Van Dyckiem. Wybitnymi
artystami doby baroku byli także: Michał Klahr, mieszkający i tworzący w Lądku, którego rzeźby i konfesjonały odnaleźć można w całej Kotlinie Kłodzkiej, oraz Krzysztof Tausch – członek zakonu jezuitów – malarz, architekt i mistrz budowlany. Budynki Uniwersytetu Wrocławskiego (w tym Aula Leopoldina) oraz kościół NMP w Krzeszowie – to jego dzieła.
Jan Hahn
CDN |