|
Uniwersytet
a społeczność lokalna
„Lokalność”, o której tak wiele ostatnio myślimy rozumieć trzeba nie tylko jako bezpośrednie opisywanie miejsc najbliższych, ale i szerszych kontekstów, w których wypada nam żyć. Bowiem pogłębione rozważenie naszego miejsca w świecie „lokalnym” wymaga również spojrzenia z góry, spojrzenia z wyższej perspektywy. To chroni od zbyt wąskiego myślenia, które stać się może za ciasnym gorsetem dla naszej wyobraźni i sprowadzić na manowce tego co najczęściej niezbyt ładnie nazywamy
„parafiańszczyzną”.

Wiedza we wczesnym średniowieczu:
europa uniwersytetów
Żyjąc w naszej najmniejszej lokalnej ojczyźnie, nie możemy tracić z oczu ojczyzny pojętej jak najszerzej, a więc nie tylko śląskiej czy polskiej, ale także europejskiej i ludzkiej. Stąd zachęcam do pozornie dalszych podróży, które w gruncie rzeczy są podróżami w głąb siebie, a więc także w głąb naszego lokalnego świata. Jedną z ważniejszych książek, jakie w ostatnich miesiącach miałem okazję przeczytać, jest znakomity esej profesora Tadeusza Sławka Antygona w świecie
korporacji. Z podtytułem Rozważania o Uniwersytecie i czasach obecnych. Profesor Tadeusz Sławek pod koniec drugiej kadencji piastowania stanowiska Rektora Uniwersytetu Śląskiego podzielił się refleksją na temat roli i miejsca uniwersytetu w naszej rzeczywistości. Jest to refleksja głęboka i mądra. Przypomina, nie tylko pośrednio, o wadze uniwersyteckiego wykształcenia, ale przede wszystkim o roli instytucji uniwersytetu dla społeczności lokalnej.
Esej ów po części nawiązuje do poruszanej już niejednokrotnie przeze mnie problematyki wykształcenia uniwersalnego w rozumieniu szerokim, wykształcenia stanowiącego wartość szczególną, do którego powinniśmy dążyć wbrew ogłupiającym stereotypom i przesądom współczesności, wbrew najrozmaitszym pokusom i podszeptom, które sugerują, że jest ono niepotrzebne i niedochodowe.
Profesor Tadeusz Sławek pisze w swojej refleksji m.in. o tym, że „z racji etycznych, politycznych i ekonomicznych pierwszorzędnym partnerem uniwersytetu są uczestnicy lokalnych społeczności”. Cytując J. Duderstadta dodaje: „Przypuszczalnie najważniejsze jest to, aby uniwersytet mógł pomagać miastu w kształtowaniu wizji przyszłości (...) Uniwersytety winny zabiegać o to, aby stać się wzorami zachowania obywatelskiego oraz aby pracować wraz z miejscowymi społecznościami w celu stworzenia w
przyszłości jak najlepszej jakości życia”.
Tak więc bez względu na trudności, jakie przeżywają obecnie uniwersytety, bez względu na grożące im niebezpieczeństwa, o których także wnikliwie pisze Autor, wypada raz jeszcze powtórzyć, że są one wartością niezbędną i w kulturze europejskiej podstawową. A zrozumienie ich rangi, ich nieodzowności jest niezwykle ważne także (a może przede wszystkim) dla każdego mieszkańca naszego lokalnego świata, a więc Śląska i Tarnowskich Gór również.
W eseju czytamy m.in.: „Dzisiejszy kryzys elity polega na tym, że nie potrafiła wskazać społeczeństwu i skutecznie obronić przekonania, że uczestniczenie w rzeczywistości (także w znaczeniu czerpania z tego godziwych korzyści dla siebie) nie polega na schlebianiu temu, co małe, i umizgiwaniu się do tego, co podłe, lecz na przeciwstawieniu się tym przejawom życia, które niszczą najcenniejszą rzecz, jaką dysponujemy: rozważny i głęboki szacunek dla tego, co nas otacza. (...) nasze życie upływa
przede wszystkim wśród >małych< wydarzeń, trywialnych faktów, często przez nas nawet nie zauważanych, bezwiednych, machinalnych czynności. Musimy obdarzyć je najwyższym szacunkiem po to, aby nasze istnienie nie było albo całkowicie mechaniczne, albo oddane górnolotnym, nierealnym mrzonkom. Ale nie wolno nam było przyzwolić na to, aby okrzyk >ja pierdzielę< (w wykonaniu >gwiazdy< Manueli Michalak) i przymiotnik >zajebisty< zostały przyjęte jako klucz do codziennej rzeczywistości. Codzienność ma
bowiem swoją małą, lecz prawdziwą >wielkość<, nawet patos, które wspomniane zachowania premiowane własnymi programami w telewizji (Gulczas), statusem celebrity popkultury lub miejscem w parlamencie (Sebastian Florek) zamieniają w gatunek językowego >czknięcia<, któremu nadaje się walor wypowiedzi delfickiej Pytii”.
To ważne słowa, z którymi w całej rozciągłości wypada nam się zgodzić. Precyzyjnie charakteryzują żałosną część naszej rzeczywistości, w której się znajdujemy, gdy poddaje się nas najrozmaitszym manipulacjom i raczy żałosną rozrywką. W tej rzeczywistości, dla dobra naszej kondycji, trzeba nam się roztropnie poruszać w świecie wartości. Tadeusz Sławek tak swoją wcześniejszą myśl konkluduje, nawiązując do krytyki wspomnianego reality show: „Zadaniem elity jest więc przywrócić szacunek do
codzienności, który większości z nas zabrano, skazując nas na śledzenie losów nieszczęśników zamkniętych nie tyle w klatce telewizyjnej, udawanej rzeczywistości, ile przede wszystkim w klatce swojej bezgranicznej głupoty. Mówiąc metaforycznie: rugować językowe i mentalne czkanie, siorbanie, ładowanie łokci i nóg na stół jest zadaniem uniwersytetu i tych, którzy uważają się za jego ludzi”.
Dlatego raz jeszcze pozwolę sobie zwrócić Państwa uwagę na konieczność odwoływania się do wartości, które będą mogły nas skutecznie ochronić przed mizerią i tandetą, jakie czynią nas ofiarami życia byle jakiego. A może być ono takie nie ze względu na „zły” los, który każe nam żyć nie tak jak byśmy chcieli i nie tam, gdzie byśmy chcieli, ale ze względu na nasze osobiste wybory. To my - bez względu na to, ile zarabiamy i czym na co dzień się zajmujemy - decydować powinniśmy o jakości naszego
wolnego czasu. Raz jeszcze zatem zachęcam do wysiłku i poszukiwania tego, co najcenniejsze, co dla nas ważne, co może mieć wpływ na korzystne przemiany w naszym otoczeniu i w nas samych. Zachęcam, by nie załamywać rąk wobec trudności życia codziennego, ale by odważnie dbać o standard naszego duchowego rozwoju. Jest to nam i naszej ziemi teraz szczególnie potrzebne.
Jacek Kurek |