|
Nakielski wapiennik
Zaraz za garbem pagórka stacja kolejowa, stąd niewidoczna, trochę bliżej trzy potężne piece do wypalania wapienia, który w Nakle jest właściwie wszędzie.

Nieczynne dziś piece w Nakle
Również pod tym nieużytkiem zakwitającym w czerwcu makami, biało-żółtym rumiankiem i niebieską ostróżeczką. Dwa biegnące przez wieś ze wschodu na zachód pasma wzgórz, kilometrowej długości, to właściwie lita skała wapienna cienko przykryta glebą. Tylko rozdzielająca pagórki dolinka pozwala nam dociec, skąd pięć wieków temu wzięła się nazwa „Nackel” a więc „nakieł”, miejsce podmokłe, także brzeg porośnięty krzakami, nawet zakręt rzeki. W zagłębieniu powstała osada a spod
pagórków zaczęto wybierać najpierw rudę żelaza, zresztą jak wszędzie dookoła, potem kamień wapienny i to na skalę niespotykaną w całym powiecie. Palone wapno było najtańszą farbą i jednocześnie środkiem odkażającym, kamień zaś pierwszym materiałem budowlanym, którym zastępowano drewno. Tych starych, sprzed półtora wieku, całych z wapienia, budowli już nie ma. Gdzieniegdzie dostrzec można jeszcze ich późniejszą odmianę z domieszką czerwonej cegły-przeważnie chlewiki oraz niewielkie stodoły.
Prawie wszystkie dawne kamieniołomy, po nakielsku „szkały”, zarastają trawą a na szczycie widocznych na fotografii, nieczynnych dziś pieców zasiały się brzózki.
Józef Tyrol |